Zdjęcie kobiety nieposiadającej epidemii cięć cesarskich

Epidemia cięć cesarskich

Napisano przez w Ginekologia04 stycznia 2016 Brak komentarzy.

W ostatnich latach coraz częściej mówi się o „epidemii cięć cesarskich”. W moim przekonaniu jest to swoista pandemia, ponieważ problem jest globalny a nie tylko lokalny. Liczba porodów zakończonych drogą operacyjną rośnie lawinowo, a każde pierwszorazowe cięcie cesarskie (CC) często niezależnie od wskazań medycznych, jest wskazaniem do kolejnego. Zgodnie z rekomendacjami Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego wystarczy tzw. brak świadomej zgody pacjentki na próbę porodu drogami natury po przebytym wcześniej CC. W dobie internetu i rosnącej świadomości młodego pokolenia kobiet w ciąży wywierana jest presja na lekarzy położników na porody operacyjne. Coraz rzadziej spotyka się pacjentki po przebytym cięciu pragnące rodzić drogami natury, a i lekarze wolą często operować niż godzinami nadzorować poród, którego finał jest nie znany. Jeszcze 20-30 lat temu odsetek CC był wykładnikiem jakości opieki okołoporodowej w danym szpitalu, im mniejszy tym lepsza fachowa opieka.

Dziś odsetek ten szybko rośnie i 35%-40%  CC nikogo już  nie dziwi.

Są również ośrodki położnicze nie zawsze akademickie czy kliniczne, w których znakomicie przeważają cięcia cesarskie nad porodami drogami natury. W klinikach prywatnych nawet 80% porodów stanowią CC. A przecież formalnie rzec biorąc zgodnie z polskim prawem nie ma czy raczej nie powinno być tzw. CC „na życzenie pacjentki”. W dalszym ciągu obowiązują wskazania lekarskie i wiedza medyczna. W ostatnich latach zwiększa się liczba porodów operacyjnych ze wskazań poza położniczych. Obecnie rzadziej może kardiolodzy czy ortopedzi stawiają wskazania do CC  a coraz częściej psychiatrzy rozpoznają tzw. tokofobię, czyli lęk przed bólem porodowym, lęk przed porodem, lęk o los dziecka w trakcie porodu. Myślę, że trudno jest z tym polemizować i nikt tego chyba nie zamierza robić, ale też każdy ma prawo mieć własną opinię.

Dzisiaj istnieje swobodny dostęp do znieczulenia porodu, które zakłada anestezjolog, co przynosi wymierną korzyść  kobiecie rodzącej oraz stwarza komfort pracy położnikowi.

Co prawda zalecenia innych lekarzy specjalistów nie są wiążące dla położnika, który podejmuje ostateczną decyzję o rodzaju porodu, za co też ponosi pełną odpowiedzialność prawną zwłaszcza w razie ciężkich powikłań. Trudno się też dziwić w dobie roszczeń i odszkodowań, że lekarze przyjmują postawę asekuracyjną i ulegają presji wobec zdeterminowanych pacjentek.  Media, opinia publiczna, lincz lekarzy, którym przytrafiło  się „niepowodzenie położnicze” a także wyroki sądów przyczyniają się do szybszego podejmowania decyzji o porodzie operacyjnym. W związku z tym zamiera też  „sztuka położnicza”, zmniejszają się umiejętności praktyczne i zmienia się tryb szkolenia młodych lekarzy. Doświadczeni neonatolodzy często podkreślają  lepszy stan noworodków z porodów fizjologicznych niż tych urodzonych drogą planowego CC.

Z powodu braku przejścia przez kanał rodny matki (stres porodowy) pojawiają się zaburzenia oddychania u noworodka a w przyszłości różne alergie i  astma oskrzelowa.

Ludzie od wielu lat starają się ingerować w naturę, starają się ją poprawiać ale czy to jest właściwe postępowanie???

Każde postępowanie medyczne niesie określone korzyści oraz  ryzyko. Jest wielu zwolenników porodów naturalnych, wręcz domowych, poza szpitalem, bez żadnej ingerencji medycznej.

Na drugim biegunie stoją zwolennicy porodów operacyjnych, cięć cesarskich „na życzenie”.

Po środku znajduje się położnik na dyżurze w szpitalu podejmujący określone decyzje, które mają ważki wpływ na dalsze losy matki i jej dziecka. Postępowanie lekarskie budzi niekiedy kontrowersje  (zwłaszcza w mediach), ale oparte jest na wiedzy i doświadczeniu położnika, który każdy przypadek musi oceniać indywidualnie.

Osobiście jestem zwolennikiem wykonywania cięć cesarskich, ale w uzasadnionych medycznie i merytorycznie przypadkach. Wówczas przypomina mi się znana maksyma, że

sukces ma wielu ojców a porażka jest sierotą”.

O autorze

Bohdan Dźwigała

Ginekolog, Onkolog, Lekarz medycyny estetycznej