Zdjęcie człowieka pod wpływem szaro-czarnego widma depresji

Depresje – ich szaro-czarne widmo

Napisano przez w Psychologia31 sierpnia 2015 Brak komentarzy.

Od wielu lat psychiatrzy zwracają uwagę na potrzebę stworzenia odpowiedniej klasyfikacji depresji. Najciekawszy według mnie podział zaproponował Kielholz w 1965r. (wtedy rozpoczęła się moja przygoda, a potem pasja medyczna).

Podział ten podkreśla współzależność śodowiska zewnętrznego ( somatogenia) i wewnętrznego (psychogenia).

A więc depresje:

  • organiczne – starcze, miażdżycowe, pourazowe, padaczkowe, oligofreniczne
  • symptomatyczne – poinfekcyjne, hemodynamiczne, endokrynologiczne, toksyczne
  • inwolucyjne
  • schizofreniczne
  • endogenne
  • nerwicowe

 

Częstokroć diagnoza początkowa nie musi być prawdziwa w sensie ostatecznym. Duży wpływ na obraz i same dolegliwości ma osobowość – mówimy przed chorobowa, np. psychasteniczna czy hipochondryczna. Uważam, że dla prawidłowej diagnozy i terapii najistotniejszy jest tu podrzędnie zebrany wywiad, który uwzględnia stan aktualny, przeszły oraz problem genetyczny. To wymaga wiele czasu i umiejętności słuchania – słuchania człowieka cierpiącego. Skrupulatnej analizy i obserwacji każdego przypadku. Tu muszę wspomnieć o ogromnych autorytetach, które mnie ukształtowały. A to profesorzy – Jakub Penson, Tadeusz Kielanowski, Tadeusz Bilikiewicz. Wszyscy z Akademii Medycznej w Gdańsku. Ponadto profesor Jan Jaroszyński i Tadeusz Bacia z Warszawy.

Myślę, że przez mój umysł przeszły już wszystkie depresje z dziesiątków tysięcy pacjentów, których leczyłem. Ponad 30 lat temu w trybie ambulatoryjnym mogłem skupić się na stosownym leku bądź lekach i psychoterapeutycznej rozmowie. Leczenie takie trwało do 3. miesięcy, a nieraz nawet do 6. by osiągnąć stan stabilizacji. Chociaż spotykałem przypadki cierpień 20. i więcej lat, kiedy rozpoznanie było trudne, ponieważ dotyczyło np. głównie skóry głowy bądź określonych dolegliwości brzusznych, a sam nastrój był tylko maską, którą trzeba było dostrzec. Zgłaszały się też osoby po przebytych operacjach zwłaszcza brzusznych, które nie przyniosły ulgi w cierpieniu i dolegliwości trwały.

Mam ciągle przed oczyma przypadek kobiety, która chorowała ponad rok na żołądek. Stwierdzono u niej łagodny guz żołądka. Szukając ratunku udała się do profesora Giedroycia (chirurgia onkologiczna). Po zbadaniu profesor powiedział – „Nie nadaje się pani w tej chwili do operacji i proszę poszukać dobrego doktora, który wzmocni panią cieleśnie i emocjonalnie”. W tym stanie z głębokiej prowincji przyjechała do mnie. Zasadniczo leczyłem ją 3 miesiące, chociaż leki brała trochę dłużej. A kiedy po 5. miesiącach pojechała do tego słynnego profesora ten po zbadaniu jej powiedział – „ Nie ma pani guza, jest pani zdrową kobietą”.

Powiem, że poza głębokim smutkiem i dezorganizacją dnia codziennego, a więc rytmów dobowych i samego snu możemy mieć w depresji do czynienia z urojeniami, a więc zaburzeniami myślenia. No i wreszcie z myślami rezygnacyjnymi czy samobójczymi. Te stany mogą powstać niekiedy z godziny na godzinę. Mówię więc wszystkim – z depresją nie ma żartów i przy jej podejrzeniu winna być ona błyskawicznie leczona.

Od 15. lat leczę inaczej, bo stworzyłem Rudę-Dwór i autorski model, w którym leki stanowią tylko 25% mocy klinicznej, następne to różne formy ruchu poczynając od marszu po alejkach spacerowych z kamyczkami dla refleksoterapii ze stóp, kinezyterapią na przyrządach, boiskiem wielofunkcyjnym kosz, tenis, badminton, gimnastyka w basenie.

Leczenie jest nastawione na Ciało i Ducha, by przywrócić równowagę – dobrostan.

Ważne miejsce stanowi dieta porównywalna do mocy działania leków. I tam gdzie jest to konieczne psychoterapia, ale indywidualna.

Całość spaja rodzinna atmosfera miejsca oddziaływań, przyroda – drzewa i krzewy sprzyjające zdrowiu.

Ważny jest wszechogarniający spokój, który sam w sobie jest lekiem. Tylko tak może odbudowywać się poczucie własnego bezpieczeństwa, miłości do siebie i najbliższego otoczenia.

O autorze