Zdjęcie smutnej kobiety gapiącej się w obiektyw

Depresja – co to takiego?

Napisano przez w Psychologia16 listopada 2014 Brak komentarzy.

Depresji nie ma! Są cierpiący ludzie. Ludzie cierpiący z różnych przyczyn, na różne sposoby, różnie długo. Ani wiek ani płeć nie mają znaczenia. Co najczęściej trapi tych ludzi?Przeświadczenie o poważnym cierpieniu, smutek, częściowa lub całkowita niemożność wykonywania nawet najprostszych czynności dnia codziennego,bezsenność lub nadmierna senność, brak motywacji do działania, ruminacje, czyli nawracające stale lub często myśli o beznadziejności aktualnej sytuacji i oczekiwanej przyszłości, niemożność czerpania satysfakcji z jakiejkolwiek działalności, czynności, aktywności, obniżenie sprawności intelektualne.

Czy to nie dość?

NIE! Listę tę można wydłużać dalej i dalej. Np. rozważania na każdy temat, o sobie, swoich bliskich, sytuacji w kraju i na świecie doprowadzają do wniosku, że jest źle a będzie jeszcze gorzej. I znikąd ratunku! To świat jest zły, zagrażający, rozpadający się. To inni mają się z czego cieszyć, być zadowolonymi, dążyć po nieosiągalnych dla mnie celów. A ja? Ponieważ jestem nieudolny, zły, mało inteligentny, nieumiejący poradzić sobie z najprostszymi problemami, co jest najoczywistsze pod słońcem, nie mam powodów szukać pomocy u lekarza. Czy leki mogą poprawić moją inteligencję, spowodować to, że stanę się mądrzejszy, zaradniejszy, wart miłości czy przynajmniej zainteresowania? A już na pewno nie powinienem pójść do psychiatry! Ludzie doradzający mi chcą ze mnie zrobić świra! Chcą mnie jeszcze bardziej pogłębić, odsunąć od siebie i innych. Napiętnować! Mogę jedynie pogrążać się, topić w bagnie ponurej rzeczywistości!

Czy znacie ten stan?

Jeśli tak to znaczy, że „jesteście depresyjni”! Nie „macie depresji” tak jak możecie mieć bogactwo, zasobne konto bankowe, dyplomy i puchary, świadectwa i certyfikaty, dom, samochód, jacht. Dowody swego bankructwa, nieudane kariery i niesatysfakcjonujące związki, nieszczęśliwe wypadki, stracone okazje.

Jesteście depresyjni to znaczy z pewnych powodów, w tej chwili nie możecie tworzyć swego życia, tak jakbyście chcieli by ono wyglądało, kierować swymi sprawami odpowiednio sprawnie, zdobywać warte zachodu cele, wchodzić w, lub utrzymywać dalej związki, relacje dające satysfakcję, ciepło, poczucie bezpieczeństwa. To w medycynie nazywa się depresją.

W życiu codziennym termin ten oznacza każdy smutek, poczucie przegrania, rozpacz po utracie, zagrożenie życia lub oczekiwanie własnej śmierci.

Czy można z tym coś zrobić? A tak! Można!

Przede wszystkim depresję można odczytywać, jako sygnał, komunikat, zwykle pochodzący z naszego ciała. Komunikat: „coś nie jest w porządku z tym, co robisz, dokąd podążasz, co lub kogo chcesz osiągnąć. Zatrzymaj się, zastanów, przemyśl raz jeszcze to wszystko” Nie jest to przekaz, który mówi: „Jesteś nieudolnym, zły, głupi”. Czy wiecie, że ludzie depresyjni są w stanie realistyczniej oceniać siebie i swoje postępowanie? Tak przynajmniej wynika z badań ankietowych. Jeśli tak bywa (nie tak JEST!) to może depresja jest czymś, co może nam pomóc? Czemu należałoby się przyjrzeć uważniej? Nie od razu odrzucać i chcieć się tego pozbyć?

Spróbujmy wczuć się w ten nastrój, zaakceptować go, pobyć z nim. Nie po to jednak by „dołować się”, dać się wciągnąć w ponure rozważania i poczucie beznadziejności. Bycie depresyjnym może nas czegoś nauczyć! Ostrzec przed czymś, pozwolić na realistyczniejsze spojrzenie na siebie i swoja sytuację. Depresyjne zaburzenia nastroju, podobnie jak euforia, radość, wymaga „bycia z nimi”, wejścia z nimi w kontakt zanim spróbujemy ja odrzucić, pozbyć się ich. Oczywiście podwyższenie nastroju zdaje się nie stwarzać tylu problemów.

Ale proszę sobie przypomnieć ile błędów popełniamy, ile pochopnych, niekorzystnych decyzji podejmujemy w chwili euforii? Gdy sobie to uświadomimy lub gdy to się okaże, dopiero wówczas wpadamy w zły nastrój. I wówczas odrzucenie go wciąga nas w błędne, neurotyczne koło – im jesteśmy bardziej depresyjni tym gorzej działamy, co zwiększa i tak już znaczne poczucie beznadziejności.

A więc gdy stajemy się nadmiernie smutni, mamy poczucie osaczenia, beznadziejności, zanim chaotycznie zaczniemy „pozbywać się” złego nastroju spróbujmy wejść z nim w kontakt, zapytać go, „O co u diaska chodzi?”

To, o czym napisałem nie ma być wytrychem do radzenia sobie z każdym złym depresyjnym nastrojem. Nie jest np. radą dla tych, które(rzy) wpadają w rozpacz po stracie, materialnej lub symbolicznej. Choć dla nich wczucie się w rozpacz, może stanowić pierwszy, ważny krok w radzeniu sobie z taką sytuacją.

Nie są to rady, które mogą pomóc „wyzdrowieć” cierpiącym na chorobę pod nazwą depresja. Ale taka postawa, wbrew zdroworozsądkowym nastawieniom na konieczność pozbycia się, może pomóc w powrocie do wyrównanego stanu emocjonalnego, a być może, przygotować ciepiącego na kolejne nawroty cierpienia.

To, co chcę tu zasugerować to pełne szacunku i empatii wchodzenie w kontakt z naszymi wszystkimi emocjami po to, by dzięki temu, móc pełniej żyć, odczuwać cały możliwy wachlarz reakcji emocjonalnej na świat.

W następnych odcinkach tego opracowania postaram się opisać różne postaci, formy zaburzeń nastroju i zasugerować możliwe sposoby radzenia sobie z nimi.