DDA, którym trudno żyć

DDA – dlaczego tak trudno mi żyć?

Napisano przez w Psychologia12 maja 2016 Brak komentarzy.

Zapewne niejednokrotnie zastanawiałeś się jakby wyglądało Twoje życie, gdybyś nie wzrastał w rodzinie z chorobą alkoholową. Czy byłbyś innym człowiekiem? Inaczej reagującym na zaistniałą rzeczywistość? Może przeżywałbyś inne emocje? Może tak często nie popadałbyś w skrajne nastroje, nie czuł lęku, wstydu, wewnętrznego niepokoju? Może nie musiałabyś uczyć się zakładać życiowych masek i odgrywać coraz to nowe role w teatrze swojego życia?

Może tak właśnie by było. Jednakże przysłowiowe gdybanie na pewno nie pomoże, a co gorsza może doprowadzić do coraz większych trudności w akceptacji różnicy pomiędzy światem realnym a fantazjami na jego temat.

Maski jakie nakładają na siebie DDA

Dzieci z rodzin z chorobą alkoholową niejednokrotnie przyjmują określone role, które towarzyszą im nie tylko przez okres dojrzewania, ale i również w dorosłości. Dziecko bohater – to najczęściej najstarsze dziecko w rodzinie. Na jego barkach spoczywa ciężar nadmiernej odpowiedzialności za losy pozostałych członków rodziny. Przejawia się to zazwyczaj tym, że bohater organizuje opiekę nad młodszym rodzeństwem, niejednokrotnie towarzyszy również w trudnych momentach niepijącemu rodzicowi. Zdarza się również sprawowanie opieki nad rodzicem pijącym, doprowadzanie go do domu, położenie spać, przygotowanie posiłku. Mając za sobą te doświadczenia, dorosłej już osobie może być trudno zaakceptować, że losy świata nie spoczywają jedynie na jej barkach i zdjęcie z siebie odrobiny obowiązków i tych wszystkich myśli typu „muszę”, „powinienem”, „nie mogę” przyczyniłoby się do otwarcia sobie drogi ku lepszemu życiu.

Inną rolą jest kozioł ofiarny. To dziecko, z którym mówiąc kolokwialnie „zawsze są jakieś problemy” – nie uczy się, wagaruje, przeklina, wdaje się w bójki, nie pomaga. Kozioł ofiarny to również dziecko skryte, samotne, pozbawione wsparcia i opieki, a postawa, którą prezentuje na zewnątrz ma go chronić przed złem otaczającego świata. To dziecko, które myśli: „skoro świat jest zły, to ja też będę zły dla świata”. To dziecko buntu, które jako osoba dorosła nadal tkwi w tym samym schemacie – schemacie walki. Często pomimo prób życia inaczej, lepiej, to załadowany program i etykieta otoczenia, że „temu to się na pewno nic w życiu nie uda”, sprowadza się do faktycznej porażki. Koło się zamyka.

Dziecko we mgle to dziecko, które ucieka w świat swoich marzeń i fantazji. Tworzy iluzję, otaczającej go rzeczywistości. To człowiek, w którego głowie pojawiają się myśli: „a gdyby tak…”. Zachowania te chronią go przed gorzką prawdą, jednakże przypominają one klatkę, z której tak trudno się uwolnić. Zazwyczaj stroni on od kontaktów z innymi ludźmi z obawy przed konfrontacją. Jako osoba dorosła ma problemy z relacjami, utrzymywaniem związków i konstruktywnych więzi z ludźmi.

Ostatnią rolą jest funkcja maskotki. Zazwyczaj jest ona charakterystyczna dla najmłodszego dziecka w rodzinie. Dziecko takie jest swoistym rozładowywaczem trudnych i napiętych sytuacji. Poprzez swoją destruktywną potrzebę dostosowywania się do innych i spełniania ich próśb i oczekiwań zatraca swoją indywidualność. To dorosły, który siebie stawia zawsze w tyle. Sprawia często wrażenie duszy towarzystwa oraz osoby, na którą zawsze można liczyć. Zakłada maskę uśmiechu i spontaniczności, pod którą kryje się strach i nieumiejętność powiedzenie „nie”.

Karuzela życia

Życie osób z DDA często przypomina jazdę na karuzeli. Jest w nim pełno różnorodnych emocji od radości i ekscytacji po strach i obawę. Funkcjonując dłuższy czas w rodzinach, w których zachowania i postawy nie były prawidłowe stawiamy sobie pytania o to, czym jest normalność? Nie znając odpowiedzi na to pytanie niejednokrotnie błądźmy w nowych relacjach po omacku, zgadując lub domyślając się, jak takie związki między ludźmi powinny wyglądać. Powoduje to wiele napięcia i rodzi postawę szybkiej rezygnacji lub wycofywania się, w szczególności w sytuacjach trudniejszych.

Osoby DDA mają tendencję do przejawiania słomianego zapału. Potrafią niezwykle intensywnie angażować się w nowe sytuacje lub projekty i równie szybko z nich rezygnować lub porzucać. Świat fantazji, w których żyły do tej pory spowodował zaburzenia związane z prawidłowym odbiorem i interpretacją świata. Dodatkowo oszukiwanie i siebie, i otoczenia przyczyniło się do nawyku kłamania. W życiu dorosłym osoby te nieświadomie podążają utartym już schematem i nawet w sytuacjach, w których mogłyby być prawdziwe decydują się na oszustwo. Żyjąc w świadomości ciągłej oceny świata, który był dla nich okrutny i zły, nauczyły się równie konsekwentnie i bezlitośnie oceniać siebie, jak i innych ludzi.

Można mieć niekiedy wrażenie, że świat dla osób z syndromem DDA jest albo dobry, albo zły. Tę dychotomiczną miarę przykładają również w stosunku do samego siebie. „Jestem beznadziejny” – to częsta generalizacja, padająca z ich ust. Skrywanie swojej prawdziwej osobowości zubożyło przeżywanie emocji, szczególnie tych pozytywnych. Niejednokrotnie osoby DDA mówią, że ciężko im odczuwać stan radości i spontaniczności. Utrudnia to szczególnie wchodzenie w bliższe relacje. Zazwyczaj problemy związane z tworzeniem związków są przyczyną, dla której takie osoby zgłaszają się na terapię. Dodatkowo ludzie wzrastający w rodzinach alkoholowych z wielkim trudem reagują na pojawiające się zmiany w ich życiu. Obawiając się ich, nadają im szczególnie wyolbrzymione znaczenie. Nawet te zdarzenia, na które nie mają wpływu powodują paraliż i wyzwalają szereg niechcianych emocji.

Ocena innych ma ogromne znaczenie dla DDA. Potrzeba uznania i pozytywny wizerunek swojej osoby przejawia się w poszukiwaniu potwierdzenia u innych, że tak właśnie jest. Często wiąże się to z brakiem asertywności i zatracaniem siebie tylko po to, aby reszta społeczeństwa uważała ich za: dobrego, uczynnego, wartego uwagi itp. Nie łatwo jest funkcjonować w tak zagmatwanym świecie wewnętrznym, jednakże warto pamiętać, że DDA to nie wyrok. Terapia indywidualna i grupy wsparcia są pierwszym krokiem ku wyjściu z tej sytuacji. Wystarczy, aby tym razem wyciągnąć pomocną dłoń do samego siebie.