Neurochirurg dr hab. n. med.

Andrzej Maciejczak

80

Adresy

Informacje o lekarzu

O mnie

  • Dr hab. n med. Andrzej Maciejczak, Profesor UR
    Neurochirurg
    Specjalność: chirurgia kręgosłupa

    - Ordynator Oddziału Neurochirurgii, Szpitala Wojewódzkiego, Tarnów

    - Kierownik Katedry Neurochirurgii i Spondyliatrii Wydziału Medycznego Uniwersytetu
    Rzeszowskiego

    Poprzednie miejsca pracy:

    - Klinika Neurochirurgii Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi (1985-2002)
    - Department of Neurosurgery Institute of Neurological Sciences, Southern General
    Hospital, Glasgow, Wielka Brytania (1996-1997)

    Działalność w organizacjach naukowych

    - Członek Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Neurochirurgów

    - Członek Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Chirurgii Kręgosłupa

    - Przewodniczacy Polskiego Oddziału AOSpine International Association
    (Chairperson AOSpine Polish Council)

    - Członek Congress of American Neurological Surgeons (Amerykańskie
    Towarzystwo Neurochirurgów)

    - Członek The Spine Society of Europe (Europejskie Towarzystwo Kręgosłupowe)

    - Członek European Association of Neurosurgical Societies (Związek Europejskich
    Towarzystw Neurochirurgicznych)

    Jest autorem 239 publikacji i wystapien naukowych w literaturze polsko- i agielskojęzycznej w kraju i za granicą. Wiekszość nt osobistych doświadczeń i osiągnięć w chirurgii kręgosłupa

Usługi

Choroby

  • 12 lipca 2014

    Ocena: Bardzo dobry

    Serdeczne podziękowania i wielkie słowa uznania dla ordynatora oddz. neurochirurgii szpitala im. Św. Łukasza dr hab. nauk medycznych Pana Andrzeja Maciejczaka. Panie prof. jest Pan nie tylko wielkim i znanym specjalistą, ale jest Pan przede wszystkim wspaniałym człowiekiem. Ma Pan wielki talent. Dzięki Panu i całemu personelowi neurochirurgii wraca nam wiara w publiczną opiekę medyczną. Brak mi słów którymi mogłabym wyrazić moją wdzięczność dla Docenta , to nie tylko lekarz ale człowiek o wielkim sercu , mimo mojemu schorzeniu dziękuje Bogu że dano mi w moim życiu go spotkać , nie wielu jest takich lekarzy.Gorące podziękowania za przeprowadzoną operację przepukliny kręgosłupa składa wdzięczna pacjentka MAŁGORZATA JASKÓŁKA.

    zgłoś nadużycie
  • 4 lipca 2014

    Ocena: Bardzo dobry

    Witam wszystkich użytkowników tego portalu :) Sama z niego korzystałam przed operacją, którą miałam w czerwcu 2014 r. Od długiego czasu dokuczały mi bardzo silne bóle promieniujące od kręgosłupa, najpierw do kolana, a z czasem aż do stopy. Drętwienie, mrowienie, ból uniemożliwiały normalne funkcjonowanie. Byłam leczona na rwę kulszową: zastrzyki, leki doustne, fizjoterapia, rehabilitacja (w tym rozciąganie kręgosłupa... jak się z czasem okazało z przepukliną). Jak już nic nie pomogło, dostałam skierowanie na rezonans, który wykazał sporą przepuklinę uciskającą nerwy. Wizyta u doc. Andrzeja Maciejczaka była bardzo miła. Pan doktor udzielił bardzo szczegółowych informacji na temat mojego stanu zdrowia oraz operacji, której niestety uniknąć się nie dało. Był bardzo cierpliwy i odpowiadał na szereg pytań. Trzeba powiedzieć, że operacji strasznie się bałam. Ciężko było mi sobie wyobrazić, że w młodym wieku muszę przejść operację kręgosłupa. Pan doktor jednak ma bardzo dobre podejście do pacjenta. Nie traktuje go jak "szaraczka" który i tak nic nie wie o budowie kręgosłupa to po łebkach można mu wcisnąć cokolwiek. Wręcz przeciwnie, krok po kroku pokazuje jak będzie przebiegać operacja i czego należy się później spodziewać. Widać było, że praca, którą wykonuje Pan Docent to Jego pasja i oddaje się jej całym sercem. Swoim podejściem też trochę mnie uspokoił, a ja mimo strachu zdecydowałam się na operację. Zaraz po zabiegu doc. rozmawiał z moim mężem, poinformował o szczęśliwej operacji bez żadnych komplikacji, a później jak już przewieziono mnie na oddział przyszedł zobaczyć jak się czuję :) Jestem bardzo zadowolona. Drętwienia od razu ustały. Bardzo dziękuję Panu Docentowi za wszystko. To wspaniały człowiek, którego mogę polecić każdemu. Pozdrawiam Angelina

    zgłoś nadużycie
  • 28 lutego 2014

    Ocena: Bardzo dobry

    Dziękuję dr hab.nauk medycznych Panu Andrzejowi Maciejczakowi-Wybitnemu Neurochirurgowi,ordynatorowi Oddziału Neurochirurgii Szpitala im Św. Łukasza w Tarnowie ,za pozytywne przeprowadzenie bardzo skomplikowanej operacji złamania z przemieszczeniem kręgów szyjnych odpowiadających za czucie rąk i chodzenie . Za miła atmosferę, opiekę, z całego serca Bóg Zapłać .

    zgłoś nadużycie
  • 17 stycznia 2014

    Ocena: Bardzo dobry

    Witam,nie ma wątpliwości,że ta ocena należy się doktorowi Maciejczakowi. To świetny fachowiec i osoba z uśmiechem i świetnym podejściem do pacjentów. Byłam operowana w grudniu 2013. Termin miałam z przed roku i na początku nie zdecydowałam się na ALIF,ponieważ uznałam,że jestem zbyt młoda (30 lat :)) na takie ciężkie operacje. Po pól roku od ustalenia terminu zjawiłam się i zapytałam czy istnieje jakaś inna opcja,mniej drastyczna :) Pan doktor zaproponował mikrodiscektomię i tak zostało. Jednak po zjawieniu się na oddziale okazało się,że ponowny rezonans wyszedł inaczej niż przed rokiem. Pan doktor zaproponował powrót do poprzedniej wersji operacji,ponieważ uznał,że robiąc microdiscektomię może okazać się w moim przypadku,że po jakimś czasie i tak będzie niezbędna tamta operacja.Wszystko mi wyjaśniono jeśli chodzi o oba zabiegi,przedstawiono jak to może wyglądać i miałam zadecydować.Tym trochę byłam zaskoczona (bo skąd ja się mam na tym znać),ale później powiedziano mi również,że muszą przedstawić mi różne opcje jeśli istnieją. I wtedy uznałam,że zaufam Panu doktorowi. Aktualnie nie odczuwam poprzednich bólów,chodzę wyprostowana :) i na prawdę lepiej się czuję. To była duża operacja,więc jeszcze odczuwam dolegliwości z tym związane,ale jestem dobrej myśli :) Dziękuję Panu doktorowi za taką "obsługę" i zdecydowanie mogę polecić każdemu-nawet niezdecydowanemu ;) Pozdrawiam serdecznie i wszystkim życze szybkiego powrotu do zdrowia :)

    zgłoś nadużycie
  • 11 stycznia 2013

    Ocena: Bardzo dobry

    To wszystko, co zostało tu napisane to prawda. Osobiście miałam to szczęście, że p. Profesor Andrzej Maciejczak operował mnie dwukrotnie, ostatnio 30 listopada 2012 r.Szybko wracam do formy, nogi nie bolą. Mam nadzieję, że wrócę do pracy. Jestem bardzo wdzięczna Panu Docentowi i dumna, że taki genialny NEUROCHIRURG "stawiał mnie na nogi". Pozdrawiam serdecznie całą sympatyczną EKIPĘ oddziału neurochirurgicznego z Tarnowa i u progu Nowego 2013 Roku życzę szampańskiej zabawy sylwestrowej oraz nowych ambitnych wyzwań i spełnionych nadziei w Nowym Roku. Pacjentka ze Śląska Są chwile, które w pamięci zostają, i choć czas szybko płynie, to one nie przemijają. Są też OSOBY, które raz w życiu poznane pozostają niezapomniane.  

    zgłoś nadużycie
  • 29 czerwca 2014

    Ocena: Bardzo dobry

    Wyrazy uznania i szczere podziękowania dla doc. Andrzeja Maciejczaka. To wspaniały lekarz, wybitny specjalista, życzliwy dla pacjentów, zawsze uśmiechnięty, pełen dobrego serca. Byłam operowana dwa razy przez doc.- pierwszy raz w 2003r., a drugi w 2014r. Obydwa zabiegi udały się bardzo dobrze. Dziękuję. Pełen szacunek i życzenia wielu dalszych sukcesów. Polecam tego wspaniałego lekarza wszystkim z całą odpowiedzialnością.

    zgłoś nadużycie
  • 12 czerwca 2014

    Ocena: Bardzo dobry

    Najwyższe uznanie za opiekę, życzliwość i serdeczny uśmiech, dla całego zespołu neurochirurgii, kierowanym przez Pana docenta Andrzeja Maciejczaka. Dziękuję za mistrzowsko przeprowadzoną operację guza mózgu. Pan docent dzięki wielkiej pasji i talentowi oraz zaangażowaniu w swoją pracę, jest bez wątpienia mistrzem wśród neurochirurgów. Dowodem na to jest, nie pierwszy taki przypadek w naszej rodzinie, gdzie można bez przesady mówić, o dosłownie cudownie przeprowadzonym zabiegu. Skoro takie rzeczy można działać, to bez wątpienia Pan docent musi mieć jakieś układy u Najwyższego, bo po ludzku to trudno pojąć. Pan docent stworzył najwyższej klasy zespół fachowców, złożony z ludzi o najwyższych kompetencjach etycznych i zawodowych, począwszy od lekarzy, pielęgniarek a na personelu pomocniczym kończąc. Wszystko to, powodowało że, czułem się niezwykle spokojnie i bezpiecznie, pod opieką tych Wspaniałych Ludzi.

    zgłoś nadużycie
  • 10 maja 2014

    Ocena: Bardzo dobry

    Z całego serca pragnę podziękować doc. Andrzejowi Maciejczakowi za przeprowadzoną re operację kręgosłupa szyjnego u mojego męża Zbyszka. Docent uratował mu życie. Docent Maciejczak jest wspaniałym specjalistą który potrafi rozniecić nadzieję dającą siłę na przetrwanie najtrudniejszych chwil. Dobrze że mamy takiego specjalistę który nie boi się trudności i ryzyka. Jego serdeczne podejście wynika z tego że lubi swój zawód i potrafi rozmawiać z ludźmi. Możemy sobie tylko życzyć aby było więcej takich lekarzy nie tylko w Tarnowie. dziękuje Elżbieta Piasta

    zgłoś nadużycie
  • 26 kwietnia 2014

    Ocena: Bardzo dobry

    Znakomity lekarz i wspaniały człowiek. Życzliwi i miły dla swoich pacjentów, a w obecnych czasach to rzadkość. Operacja kręgosłupa, którą wykonał bardzo mi pomogła. Dziękuję Panu z całego serca.

    zgłoś nadużycie
  • 28 lutego 2014

    Ocena: Bardzo słaby

    Jest to Ordynator Oddziału Neurochirurgii w Szpitalu w Tarnowie im. Św. Łukasza. Byłam na oddziale kilkukrotnie ostatnio w 2014r z dolegliwościami po wypadku samochodowym. Mam uszkodzony kręgosłup szyjny, lekarz raz proponuje operacje po to by następnym razem powiedzieć że tu nie ma nic do operowania, albo mówi jak pani chce to zoperuje panią ale czy to pomoże i czy w ogóle ta operacja jest potrzebna to on tego nie wie, po raz drugi trafiłam na ten oddział z przymusu jaki nakazuje NFZ czyli wiezienie osoby w nagłych przypadkach do najbliższej placówki o danej specjalizacji . Teraz trochę obserwacji z pobytu na oddziale, więc tak jedni pacjenci są dobrze traktowani inni zazwyczaj ci nie planowi są złem koniecznym (w mojej ocenie i tak tą wypowiedz należy traktować) . Poza tym ten Docent jest bardzo mocno zadufanym w sobie i nie wolno mu się sprzeciwiać ani nic żądać mimo że prawnie ci się coś należy. Docenta trzeba bardzo ładnie poprosić przeprosić i podziękować jeśli znajdzie chwile czasu, poza tym proszę sobie wyobrazić że jak chciałam skorzystać z prawa do wypowiedzenia się innego lekarza lub zwołania tak zw. konsylium lekarz ten po otrzymaniu takiego pisma od osoby opiekującej się mną oskarżył tą osobę i mnie o dręczenie go i on to zgłosi potem dostał prawie że histerii i wydzierał na mnie i na mojego partnera twierdząc że potrzebujemy oboje specjalistycznego leczenia psychiatrycznego bo on tak twierdzi i to rozpoznaje (pewnie dlatego że ja przyjmuje leki antydepresyjne o czym poinformowałam go wcześniej), ciekawe jest to że przyznaje się że nie wie co mi jest w sprawach neurochirurgicznych ale uznaje że powinniśmy się leczyć psychiatryczne. Poza tym słyszałam że bardzo dobrze operuje kręgosłupy lędźwiowe.. Powyższa wypowiedz jest tylko i wyłącznie moją opinią na temat wyżej wymienionego lekarza i tak należy ją traktować.

    zgłoś nadużycie

    Odpowiedź lekarza:

    Przykro mi pisać, że cała opinia Pani Katarzyny zawiera nieprawdziwe treści i jest jak sądzę wyrazem rozgoryczenia i żalu do losu z powodu dolegliwości, które trudno leczyć i osiągnąć całkowite ich ustąpienie. Jest mi tym bardziej przykro, bo nie jestem tym specjalistą, który takie problemy zdrowotne leczy i powinien leczyć. Tłumaczyłem wielokrotnie Pani Katarzynie (a co istotne jej partnerowi, który odgrywa wiodąca rolę w całej tej sprawie – o tym poniżej w tekście) jakiej specjalności lekarze powinni się zająć żmudną i niewdzięczną terapią jej problemu zdrowotnego, i że na pewno nie jest są to neurochirurdzy czy chirurdzy kręgosłupa jak ja. Tylko przez przypadek Pani Katarzyna trafiła na hospitalizację do mojego oddziału z dolegliwościami, które bardzo szybko zdiagnozowaliśmy, że nie są problemem chirurgicznym a już z pewnością nie z kręgu specjalności którą się zajmuję (neurochirurgia). Miałem nie komentować tego wpisu z co najmniej dwóch powodów: 1. Po pierwsze dlatego, że Pani Katarzyna ma poważne zaburzenia natury emocjonalno-depresyjnej (Pani Katarzyna leczy depresję u specjalisty) które zaburzają krytyczny osąd swoich dolegliwości nadając im istotny ryt hipochondryczny. 2. Po drugie obawiałem się że jeśli odpiszę, to przy tak fatalnej opinii jaką ma cała służba zdrowia i lekarze, czytelnicy odbiorą to jako …. przyznanie się „do winy” na zasadzie: „tłumaczy się tzn ma coś za uszami”. Przy dzisiejszym postrzeganiu środowiska lekarskiego jako najbardziej zdeprawowanej grupy zawodowej zaufania społecznego każdy przeciętny człowiek uwierzy raczej choremu i czytelnikowi niż lekarzowi, zatem może szkoda czasu. Usiłowałem także przekonać moderatora portalu, że opinia jest w całości fałszywa ale ten poradził mi, że zniknięcie takiej opinii raczej utwierdzi w przekonaniu czytelników, że jest tu coś na rzeczy. Niestety tak jak w całym internecie tak i na Portalu Znany Lekarz nie ma w pełni skutecznych mechanizmów ochrony przed nieuczciwymi komentarzami, informacjami i oszczerstwem (choć Znany Lekarz jest tu akurat swego rodzaju rzadkim wyjątkiem wśród podobnych portali gdyż pozwala na polemikę, ale to jednak za mało). Mogą je pisać pacjenci nie godzący się z wynikiem leczenia choć leczeni prawidłowo, zwykli pieniacze czy … konkurencja w postaci zazdrosnych kolegów po fachu. I to działa też w drugą stronę, pozytywne opinie także mogą być nieuczciwe. Moderator niniejszego portalu, podobnie jak wszystkich innych ma związane ręce w tym zakresie i tylko do pewnego niewielkiego stopnia jest w stanie przeciwdziałać temu zjawisku. Poradził mi zatem bym po prostu odpowiedział na opinię i to niniejszym czynię. Także dlatego, bo być może Pani Katarzyna (a właściwie jest partner, gdyż to on powinien być adresatem mojej odpowiedzi) przeczyta ten komentarz na spokojnie. Mam nadzieję, że wówczas dotrze do obojga Państwa to co nie dotarło do nich w kilku moich rozmowach z nimi (i to nie krótkich bynajmniej – to a propos, że nie miałem czasu na rozmowę z Panią Kasią. Poza tym uznałem, że dowiedzą się Państwo także czegoś o pewnych zespołach bólowych kręgosłupa. Jako ekspert piszę na forum dla pacjentów na portalu znanego pisma lekarskiego Medycyna Praktyczna o chorobach kręgosłupa, o które pytają pacjenci i chorzy (link do tego forum z mojej strony www.andrzejmaciejczak.com.pl) Do tego wszystkiego będzie to okazja przyjrzeć się i zreflektować jak skomplikowane bywają relacje na styku lekarz-pacjent-rodzina pacjenta. Zatem niniejszy komentarz oprócz charakteru polemiki będzie też miał wydźwięk beletrystyczny i poznawczy. Co dolega Pani Katarzynie ? Pani Katarzyna ma przewlekłe bóle kręgosłupa szyjnego, u podłoża których nie leży żadna ewidentna patologia kręgosłupa, zwłaszcza taka, która wymaga leczenia operacyjnego. Mówiąc lapidarnie jako pacjentka „nie należy do mnie jako chirurga kręgosłupa”. Przyczyna tych dolegliwości jest złożona. Po pierwsze składa się na nią zespół bólowy określany jako uraz z „naciągnięcia” kręgosłupa (i to Pani Katarzyna ma zapisane w kartach informacyjnych). Takie urazy zdarzają się często po urazach komunikacyjnych kiedy w auto chorego uderza z tyłu drugie, powodując gwałtowny ruch głowy pacjenta niczym smagnięcie bicza (i tak też nazywa się ta dolegliwość – uraz „smagnięcia biczem” czyli „whiplash injury”). W tej chorobie wszelkie badania (w tym rezonans magnetyczny) nie ujawniają obecności żadnych zmian urazowych ani patologii dyskowej. Kręgosłup w badaniach obrazowych jest „zdrowy”. Pani Katarzyna wiąże wystąpienie swoich dolegliwości z takim wypadkiem komunikacyjnym. Dolegliwości po takich urazach są bardzo nieprzyjemne i niezwykle dokuczliwe. Oprócz bólów karku mogą im towarzyszyć inne, trudne do zniesienia doznania: np. mrowienie i cierpnięcie rąk, palące i piekące bóle w kończynach górnych, a nawet osłabienie siły i precyzji ruchów rąk. Niestety nie ma żadnej skutecznej terapii tych dolegliwości. Zatem postepowanie jest takie, że trzeba czekać aż „przejdą same” lub „dać czas naturze” a nim to nastąpi można tylko łagodzić dolegliwości standardowymi lekami przeciwbólowo-przeciwzapalnymi i fizykoterapią, czyli zabiegami w gabinetach rehabilitacji dostępnych w każdym POZ. U części chorych dolegliwości mogą ustąpić całkowicie ale dopiero po wielu (nawet kilkunastu) miesiącach, u innych ustępują zaledwie częściowo a u jeszcze innych nie ustępują nigdy i są prawdziwą udręką gdyż przechodzą w najgorszy możliwy scenariusz czyli w bóle przewlekłe. Tacy chorzy „tułają się” od specjalisty do specjalisty, z których żaden nie jest w stanie im realnie pomóc. U Pani Katarzyny jest także druga, bardzo ważna przyczyna dolegliwości – aspekt psychologiczny i emocjonalny z depresją na czele. Przewlekłość bólu prowadzi do rozwoju zaburzeń emocjonalnych i psychologicznych, które sprawiają, że zwykłe doznanie „fizyczne” jakim jest ból przeradza się w psychiczne cierpienie i głębokie poczucie choroby ogarniającej całe jestestwo pacjenta, zaś same odczucia bólowe w sensie fizycznym są odczuwane bardziej niżby to wynikało z bodźca który go wywołuje. Tacy pacjenci mają nie tylko zaburzenia sfery emocjonalnej i psychologicznej ale i problemy z funkcjonowaniem w wymiarze społecznym i socjologicznym oraz ogromne poczucie skrzywdzenia przez los i wyjątkowości swoich tarapatów. Do tego wszystkiego wielu z nich (niezależnie od swojej woli) prezentuje dolegliwości w sposób dość teatralny (w języku medycznym histeryczny) który może budzić w postronnym obserwatorze nawet przerażenie. Miałem okazję obserwować u Pani Kasi takie zachowania, jak z przejmującym krzykiem i jękiem niemal pada z bólów. Te wszystkie zaburzenia są obecne u Pani Katarzyny. W takich przypadkach leczenie bólu jest nieskuteczne, a nawet mija się z celem jeśli nie towarzyszy mu leczenie ze strony psychiatry lekami poprawiającymi nastrój (to nie jest przysłowiowe leczenie „wariatów” zaznaczam) a także długotrwała a czasami permanentna psychoterapia. Tłumaczyłem to Pani Katarzynie wielokrotnie i taktownie ale miałem wrażenie, które Pani Katarzyna potwierdziła swoją opinią na portalu, że moje rady traktuje jak „wariatko lepiej się lecz”. Choć jestem przekonany, że fałszywy odbiór moich tłumaczeń i postawę negacji buduje w Pani Katarzynie raczej jej partner, który w tym złożonym łańcuchu przyczynowym dolegliwości Pani Katarzyny odgrywa niemała rolę. Niestety osoby bliskie, żyjące na co dzień z osobami przewlekle cierpiącymi na takie zaburzenia jak Pani Katarzyna mogą ulegać silnej sugestii cierpieniami swojego partnera i przejąć głęboką i trudną do zachwiania wiarę i przekonanie o beznadziejności cierpień swojego partnera a nawet strach o jego losy. Jest to klasyczny mechanizm „współchoroby”, podobny do tego jakiemu ulegają rodziny np. alkoholików czy narkomanów, które stają się współuzależnione (nie w sensie nałogu tylko całej sfery psychologicznej, która ma wpływ na funkcjonowanie takiej rodziny jako całości). Takie współuzależnione rodziny wymagają psychoterapii równolegle do samego uzależnionego. Partner Pani Katarzyny (jak miałem okazję przekonać się niezwykle troskliwy i zabiegający o swoja partnerkę) uległ takiemu mechanizmowi. Do tego stopnia, że jest głęboko przekonany, iż Pani Katarzynie grozi śmierć !!! Kiedy po ostatniej hospitalizacji wypisywałem Panią Katarzynę do domu to tuż przed wyjściem ze szpitala partner Pani Kasi żądał bym zatrzymał chorą w szpitalu albo podpisał pismo, w którym biorę na siebie odpowiedzialność, że wypisując Panią Kasię skazuję ja na … zgon w każdej chwili ! I to jest to pismo o którym Pani Katarzyna pisze (albo raczej jej partner), że nie chciałem go przyjąć. Nie byłem w stanie ani ja ani nawet lekarze będący świadkami tej sceny przekonać partnera Pani Kasi, że tej ostatniej nie grozi żadna śmierć. To mnie absolutnie przekonało że Partner Pani Kasi także wymaga współterapii. Inaczej jedno będzie napędzać drugie w poczuciu choroby na zasadzie błędnego koła. Nie pomogła także moja półgodzinna rozmowa z obojgiem (już bez obecności moich asystentów, na sali chorych) w której cierpliwie tłumaczyłem dlaczego oboje Państwo powinni zasięgnąć konsultacji psychiatry i lub psychoterapeuty. Starałem się zachować najwyższy takt w tej delikatnej materii i przekonać że psychoterapia czy konsultacja u psychiatry nie są w dzisiejszych czasach stygmatyzujące ani nie czynią z nikogo wariata. Już w czasie tej rozmowy czułem, że moje argumenty rozbijają się o mur niezrozumienia i to raczej u partnera Pani Kasi niż u niej samej. A co do tego nieszczęsnego pisma to ja i moi lekarze kilkakrotnie wyjaśnialiśmy, że swoje pismo powinien złożyć oficjalnie w kancelarii szpitala aby nadać mu formalny bieg. Nie pomogły tłumaczenia, że tylko wówczas może mieć pewność, że na pismo otrzyma oficjalną odpowiedź i ze pozostanie ono w dokumentacji szpitala. Zamiast tego Pan żądał mojego podpisu ad hoc że zgadzam się na śmierć Pani Katarzyny. Uzupełniam, że Partner Pani Kasi bez problemu złożył oficjalną pisemną skargę na mnie już parę dni po wypisie. To pismo otrzymałem z kancelarii szpitala. Ja oraz szpital odpowiedzieliśmy na nie. Zatem Pani Katarzyno nie jest prawdą, że nie przyjąłem żadnego pisma. Przyjąłem je i to oficjalnie. Pani Katarzyna trafiła po raz pierwszy do mojego oddziału w 2013 jakiś czas po swoim urazie kręgosłupa. Przyczyną przyjęcia było zaostrzenie tych dolegliwości, które już miała wcześniej po wypadku. To zaostrzenie pojawiło się po nagłym szarpnięciu głową w łóżku. Pani Katarzyna szarpnęła głową gdyż wydawało się jej, że cytuję: „jakiś kot przelatuje jej nad głową”. Brzmi to dość … niezwykle ale … Ponieważ Pani Katarzyna miała po tym incydencie osłabienie siły prawej kończyny górnej to przyjmując ją do oddziału uprzedziłem, że gdyby rezonans ujawnił, że mamy do czynienia z przepukliną dysku szyjnego to wymagałaby operacji kręgosłupa. By nie tracić czasu od razu poprosiliśmy anestezjologa by zakwalifikował Panią Kasię do znieczulenia w celu operacji kręgosłupa szyjnego. Jednak wykonane wszechstronnie badania obrazowe: tomografii komputerowej, oraz rezonansu magnetycznego kręgosłupa wykluczyły dysk pourazowy oraz inne patologie i zmiany chorobowe. Można powiedzieć że pokazały one obraz zdrowego kręgosłupa. Tym samym można było potwierdzić uraz smagnięcia biczem a zarazem brak wskazań do operacji kręgosłupa. Pani Katarzyna została wypisana ze szpitala (zaznaczam, że z poprawą polegająca na ustąpieniu porażenia kończyny). W tym momencie było już jasne, że Pani Katarzyna nie jest pacjentką neurochirurgiczną i dalsze jej leczenie jest zachowawcze i nie w oddziale neurochirurgii. Zaraz po wypisie Pani Katarzyna i jej partner napisali skargę na złą diagnozę i nieprawidłowe rozpoznanie nie podając żadnych rzeczowych argumentów w tej skardze. Otrzymali na to pismo odpowiedź. Co robi pacjent kiedy nie zgadza się z opinią i diagnozą lekarza ? Konfrontuje je z innym specjalistą a czasami jeszcze u kilku innych specjalistów. Jest to duży problem dla chorych gdyż czasem opinie są tak radykalnie odmienne, że pacjent autentycznie nie wie za czyim głosem pójść i czuje się po prostu zagubiony. Często widuję takich chorych i widzę jak ciężko jest im podjąć decyzję co do swoich losów w sytuacji kiedy ilu specjalistów tyle koncepcji a co gorsze każdy wysuwa rozsądne argumenty. Pani Katarzyna skonfrontowała co najmniej raz moje rozpoznanie u innego specjalisty o czym mi powiedziała później. Twierdziła, że proponował jej operację kręgosłupa co wydało mi się dziwne ale chyba nie do końca prawdziwe gdyż jednak nikt nie zoperował Pani Kasi. Rok później po hospitalizacji w moim oddziale zakończonej skargą Pani Katarzyny, Pani Katarzyna zgłosiła się do Izby Przyjęć naszego szpitala z kolejnym zaostrzeniem bólów. Tym razem nie było żadnych wskazań do jej hospitalizacji w moim oddziale i do hospitalizacji w szpitalu w ogóle. Diagnoza była już dawno postawiona i Pani Katarzyna mogła liczyć jedynie na pomoc doraźną w postaci leków przeciwbólowych i ewentualnie uspokajających i zostać odesłana do domu po udzieleniu pomocy ale zaznaczam: NIE MUSIAŁA BYĆ HOSPITALIZOWANA ! Tym nie mniej oddział ratunkowy dał znać że jest pacjentka którą kiedyś diagnozowaliśmy, i że zgłosiła się z powodu zaostrzenia bólów zaś ja …. popełniłem jak się okazało jedną z większych nieroztropności w moim życiu zawodowym. Postanowiłem bowiem przyjąć Panią Katarzynę w celach … niejako psychoterapeutycznych !!! To był z mojej strony przerost empatii i ambicji lekarskich nad zdrowym rozsądkiem !!! Sądziłem w swojej naiwności, że jeśli powtórzę Pani Katarzynie badania (w tym kosztowne badanie rezonansu magnetycznego) i pozostawię ją na kilka dni w oddziale oraz wykonam przeciwbólową blokadę kręgosłupa to całość zadziała pozytywnie i na psychikę Pani Katarzyny i na fizyczny ból zarazem. Nie wspominam, że za taką hospitalizację, nie zakończoną operacją, oddział którym kieruję poniesie straty finansowe. Przyjąłem jednak Panią Katarzynę do oddziału choć miałem w pamięci nieuzasadnioną skargę w której Pani Kasia i jej partner podważyli moje rozpoznanie i zarzucili mi brak kompetencji. Nie było mi prosto przełamać się i wziąć pod opiekę raz jeszcze chorą, która „nie należy do mnie” z punktu widzenia medycznego, a która na dodatek nie ma do mnie zaufania, zarzuca mi brak kompetencji i oskarża o złe leczenie. Od strony formalnej (medycznej) nie musiałem przyjmować Pani Kasi ponownie do oddziału. W czasie tego drugiego pobytu nie szczędziłem Pani Katarzynie czasu na rozmowy: i w moim Gabinecie i na sali operacyjnej gdzie wykonywałem jej blokadę kręgosłupa i w końcu z nią i jej partnerem. Pani Katarzyna jest ostatnią osobą, która może napisać, że nie mam czasu dla chorych. Czas na rozmowy i kontakt z chorymi to pięta achillesowa współczesnej odhumanizowanej medycyny. Jest to przede wszystkim efekt nieprawdopodobnego obciążenia lekarzy i personelu średniego biurokracją oraz nadmiarem pracy. Siedzimy przy papierach i komputerach gdyż obecnie każda najmniejsza nawet czynność jak podanie tabletki czy „dotknięcie chorego” musi być odnotowana i zaopatrzona dziesiątkami podpisów, nierzadko w kilku miejscach dokumentacji (w tym elektronicznej). Osobiście ubolewam nad tym i nieraz wyrzucałem sobie, że nie mogłem moim chorym poświecić więcej czasu. Chciałbym aby było inaczej ale rzeczywistość szpitalna skrzeczy. Mam świadomość, że rozmowy z chorymi to nie tylko ważny czynnik, który rodzi w chorym poczucie bezpieczeństwa w niezwykle stresującej okoliczności jaką jest pobyt w szpitalu. To także ważny element jakby psychoterapii, który pozwala pacjentowi przetrwać trudny okres w szpitalu. To także rozmowy z ciekawymi ludźmi, z niezwykłymi lub po ludzku poruszającymi historiami życiowymi. Kiedyś będąc jeszcze młodym lekarzem, kiedy w życiu szpitalnym było więcej czasu dla pacjentów prosiłem chorych po takich rozmowach by spisali szczerze swoje przeżycia i osobiste historie, niekoniecznie związane z chorobą. Zbierałem je z myślą, że kiedy będę już na emeryturze powstanie z nich niezwykła książka o losach chorych. Dziś przy nawale biurokracji i wiecznego braku czasu, nic nie pozostało z tych młodzieńczych planów. Przepraszam wszystkich moich pacjentów, którym nie poświęciłem należnego im czasu i proszę by zrozumieli, że nie zawsze wina leży po stronie lekarza a najczęściej jest to wina systemu. Nie mam jednak powodu przepraszać Pani Katarzyny gdyż jej wyjątkowo poświeciłem więcej czasu niż innym pacjentom. Pani Katarzyna mimo, że swoją skargą po pierwszej hospitalizacji zadeklarowała całkowity brak zaufania do mnie i mojej diagnozy jednak nie miała oporów przyjąć się ponownie do oddziału i oddać pod moją opiekę. A przecież w odległości najdalej godziny jazdy autobusem (autem jeszcze krócej) znajduje się kilka szpitali i co najmniej trzy oddziały neurochirurgii. Pani Katarzyna (a raczej jej partner, który stoi za tym całym ambarasem) dobrze wie, że nie ma przymusu leczenia w miejscu zamieszkania. Wg NFZ pacjent ma prawo wybrać dowolny szpital i lekarza w całej Polsce a NFZ nie czyni w tym zakresie żadnych ograniczeń. Przez cały okres ostatniej hospitalizacji Pani Katarzyna i jej partner dawali mi wyraźnie do zrozumienia, że nie zgadzają się z moją diagnozą i opinią na temat dalszego leczenia. W rozmowie, w obecności moich kilku lekarzy Pan zarzucał nam, że nie wiemy na co choruje Pani Katarzyna i żądał aby Panią Katarzynę hospitalizować tak długo (cytuję: „nawet rok”) aż znajdziemy gdzieś w kraju specjalistę, który wreszcie pozna się na chorobie Pani Katarzyny i wyleczy ją skutecznie z dolegliwości. W tym czasie mielibyśmy „trzymać Panią Katarzynę cały czas w oddziale i wysyłać ją karetką po całej Polsce aż do skutku, czyli odszukania specjalisty który postawi diagnozę. Do Pana nie docierały tłumaczenia, że wiem na co choruje Pani Katarzyna. Wielokrotnie sugerowałem Panu i Pani Katarzynie aby skonfrontowali dokumentację medyczną u innych specjalistów, dostępnych w podobnych publicznych placówkach służby zdrowia w odległości od pół do godziny jazdy autobusem. Reakcją Pana był argument że obojga Państwa nie stać na podróże poza Tarnów (cena biletu na autobus z Tarnowa do Krakowa wynosi 10 złotych). Choć wiem, że są chorzy których nie stać nawet na taki koszt, to Państwo na takich nie wyglądają. Poza tym partner Pani Katarzyny w obecności moich lekarzy jasno wyraził swoje credo, cytuję: „Kasi należy się renta” i przekonywał nas, że będzie o tę rentę walczył. Kiedy w tym komentarzu używam słów „Pani Katarzyna”, np: Pani Katarzyna ma pretensje o … , Pani Katarzyna żąda …. , Pani Katarzyny nie przekonuje ….. Pani Katarzyna złożyła skargę … do pani Katarzyny nie dociera … itd. to doskonale wiem, ŻE TO NIE ONA POWINNA BYĆ ADRESATEM TEGO KOMENTARZA. Znając Panią Katarzynę z obserwacji szpitalnej i rozmów z nią jestem przekonany, że to nie ona ma inicjatywę ale jej parter, który okazuje się w tym „konflikcie” sobą napędzającą całą spiralę niechęci i nieporozumień. Pani Katarzyna nie jest zdolna do rozniecania takiego konfliktu: będąc w depresji jest osobą nieporadną jak dziecko, bez napędu do życia i tym bardziej bez napędu roszczeniowego i niezdolną do podejmowania takich działań. Ilekroć rozmawiałem z Panią Katarzyną w cztery oczy wydawała się rozumieć moje argumenty. Nigdy wprost Ona osobiście nie podważała moich opinii. Jest to w bezpośredniej rozmowie osoba spolegliwa i łagodna, z poczuciem głębokiego cierpienia, bezradności i zagubienia ale bez cienia pretensji, agresji i roszczeń wobec kogokolwiek. Zatem wszelkie skargi i opinie jakie były pisane z jej podpisem są wg moje oceny napędzane przez partnera Pani Katarzyny, osobę, która już od pierwszego kontaktu budziła wrażenie konfliktowej i roszczeniowej, zawładniętą idee fix (choć szlachetną bo z nadrzędnym celem jakim jest dobro Pani Katarzyny). Niestety w walce o to dobro partner Pani Kasi wyrządza jej raczej krzywdę rozniecając w Pani Kasi nieuzasadnione pretensje do służby zdrowia i wciągając ją w niepotrzebne konflikty. Takim postepowaniem buduje w Pani Kasi poczucie głębokiego skrzywdzenia i potęgując poczucie ciężkiej choroby. Mając na uwadze szczególny charakter dolegliwości Pani Katarzyny oraz roszczeniowy charakter obojga Państwa otoczyłem Panią Katarzynę szczególnie troskliwą opieką. Efekt moich starań okazał się mizerny gdyż oboje Państwo napisali na mnie kolejną skargę złożoną do Dyrekcji szpitala oraz powyższą opinię na Portalu Znany Lekarz. Niesprawiedliwe opinie w sieci bardzo ranią ambicję zawodową. Ja osobiście odchorowałem to bardzo. Oto na oczach setek i tysięcy pacjentów przeglądających internet jawię się bezdusznym ignorantem. Uczucie rozgoryczenia potęguje poczucie bezsilności, że będąc wystawionym na pastwę publicznej infamii mam ograniczone możliwości obrony. Także smutna refleksja ilu czytających uwierzy w moje tłumaczenia w sytuacji kiedy codziennie w gazetach i telewizji ujawnia się przestępców w białych kitlach i a z mediów emanuje aura, że do szpitala powinno się chodzić na leczenie w asyście prokuratora i policjanta. Poczucie rozgoryczenia potęguje także świadomość, że nie komentuję prawdziwych i rzeczowych opinii ale naładowany nieprawdą tekst, czyli używając kolokwializmu tłumaczę się że nie jestem wielbłądem Przez takie opinie na forum publicznym można łatwo stracić wiarę w sens poświęcania się dla chorych i motywację do pracy. Co więcej takie opinie budując w lekarzu poczucie rozgoryczenia i niesprawiedliwości oraz strachu przed niesprawiedliwym publicznym napiętnowaniem czynią go podejrzliwym w stosunku do pacjentów. W miejsce zaufania i otwarcia się na pacjenta, które budują empatię i pragnienie pomocy buduje się ostrożność i dystans do chorych. Wielu z moich kolegów lekarzy, uczciwych, rzetelnych, oddanych chorym i z nieskażoną opinią nie daje sobie z tym rady. Efektem jest to, że boją się wchodzić na takie portale gdyż przeczytanie o sobie niesprawiedliwej i kłamliwej recenzji jest głęboką traumą. Może brzmi to nie przekonywująco ale .. spróbujcie Państwo przez moment wyobrazić sobie że oto czytacie o sobie niesprawiedliwą opinię, wymienieni z nazwiska i imienia, i wiecie że czyta to cała Polska, Wasza rodzina, znajomi, przyjaciele (to jeszcze pół biedy, bo Ci może nie uwierzą) ale także osoby które Was znają i … sami pacjenci (a jeśli ktoś nie jest lekarzem to np. potencjalni klienci). Traumę powiększa świadomość bezradności, że nie można nic z tym zrobić. Jeszcze raz powtarzam: nie ma żadnych mechanizmów kontroli treści zamieszczanych na takich i innych portalach i tym samym mechanizmów ochrony dóbr osobistych. Portal Znany Lekarz należy do nielicznych wyjątków tylko i zaledwie w tym sensie, że pozwala odpowiedzieć zainteresowanemu na opinię. Ale to za mało. Odpowiedź na kłamstwo nie zawsze oznacza realną obronę przed oszczerstwem. Internet jest z jednej strony wspaniałym narzędziem zdobywania informacji i poznawania świata a drugiej śmietnikiem zapełnionym bezużytecznymi faktami lub fałszem. Jest to również narzędzie którym można wypromować wspaniałych ludzi i tych samych wspaniałych ludzi zniszczyć „na oczach gawiedzi”. Opinia Pani Kasi bardzo uderzyła w moją zawodową ambicję i nie ukrywam, że miałem ciężki psychicznie okres przez wiele dni. Straciłem wiarę w sens głębokiego zaangażowania w pomoc pacjentom i ograniczyć się do taktyki: zrobić co do mnie należy i basta. Po co to przesiadywanie długo po oficjalnych godzinach pracy, po co te odwiedziny chorych w dni wolne aby sprawdzić jak się czuje pacjent po trudnej i wyczerpującej psychicznie operacji w piątek trwającej do wieczora, po co te przyjazdy w środku nocy (nie musze, nie mam dyżuru, ale przyjeżdżam, nic nie poradzę, że skomplikowany i ciężki przypadek wymagający akurat takiego doświadczenia jakie posiadam budzi we mnie motywacje do natychmiastowego działania), po co te niezliczone konferencje naukowe w Polsce i za granicą oraz zarwane noce służące przygotowaniu się do nich, po to podzielić się wiedzą i doświadczeniem z innymi lekarzami by mogli wykorzystać ją osobiście niosąc pomoc swoim pacjentom, po co mam słuchać pełnych goryczy słów mojej rodziny, że w walce o czas wspólny czas znowu wygrali pacjenci, dlaczego mam co jakiś czas reflektować się, że oddając się tak bardzo zawodowi, w domu praktycznie nocuję niczym w hotelu a chwile kiedy mogę w nim pomieszkać są dla mnie prawdziwym i rzadkim rarytasem jak wyjazd na wakacje (notabene nie mam kiedy jeździć). Dlaczego zaoszczędzonego czasu nie miałbym przeznaczyć na zarobkowanie tak jak robią to inni mądrzy i światli lekarze w prywatnych praktykach. Mój prywatny gabinet prowadzę zaledwie dwa razy w miesiącu, są miesiące, że w ogóle nie mam nań czasu. Nigdy nie traktowałem mojego zawodu jako sposobu na zarabianie pieniędzy ale raczej jako sposób na życie i pasję. Nigdy na moim zawodzie nie zbiłem kokosów. Większość moich pacjentów rekrutuje się do leczenia w moim oddziale po konsultacjach w publicznej poradni przyszpitalnej a nie w moim prywatnym gabinecie. Moim credo jest bowiem dać szansę na konsultację u mnie każdemu pacjentowi bez względu na zasobność portfela, bo mam świadomość, że nie każdego stać na prywatne leczenie. Pani Kasia i jej partner nie wiedzą tego ale bez wahania oceniają że jednych pacjentów traktuję lepiej a innych gorzej. W moim oddziale wszyscy chorzy są równi i szacunek oraz atencję otrzymuje każdy w jednakowym stopniu. Takie oto były moje przemyślenia po przeczytaniu opinii którą napisała … nie, to nie Pani Katarzyna ! nie wierzę by była zdolna do tego .. To mógł być wyłącznie partner Pani Katarzyny lub jego wpływ. I byłbym gryzł się do bólu we urażonej ambicji gdybym ... raz jeszcze nie przeczytał wszystkich opinii Państwa na moim profilu i … po sienkiewiczowsku zreflektowałem, że była to lektura ku pokrzepieniu serc. Zreflektowałem się, że nie warto poddawać się i zmieniać mojej filozofii zawodowej z powodu jednej niesprawiedliwej opinii. Ta opinia nie zmieni mojego stosunku do zawodu, który wykonuję. Nie traktuję go jak pracy – on jest moją pasją, której poświęcam całe moje życie, siły witalne oraz intelektualne. Tacy chorzy jak Pani Katarzyna (albo ich rodziny) zdarzają się co jakiś czas i powinienem być przyzwyczajony do kłopotów i zamieszania, które ze sobą wnoszą. Ale nie potrafię, tym bardziej, że w dzisiejszych czasach mają do dyspozycji internet, w którym mogą napisać wszystko i bez większych konsekwencji. Moderator zasugerował mi usunięcie opinii przez pozew sądowy. Nigdy w życiu !!! Nie tylko dlatego, że w polskich warunkach to postępowanie nieskuteczne gdyż młyny sprawiedliwości mielą u nas powoli. W tym czasie do wyroku można być zniszczonym na forum publicznym sto razy. Poza tym nigdy w życiu jako lekarz nie wystąpiłbym przeciwko takim pacjentom jak Pani Katarzyna, „biednym” bo ze spaczonym rzeczywistości i pod wpływem złych podszeptów osób nieodpowiedzialnych, o postawie patologicznie roszczeniowej. Jak byście Państwo wówczas ocenili mnie jako lekarza i jak mógłbym spojrzeć na siebie w lustro. Pani Kasiu nie mam do Pani pretensji (choć żal tak), uważam bowiem, że to nie Pani ale Pani partner jest motorem napędowym całej tej przykrej historii. Być może i do niego nie powinienem mieć pretensji gdyż owładnięty ideą pomocy Pani za wszelką cenę realizuje ją ślepy na realia.

Wybierz ocenę dla tego lekarza i uzasadnij ją

Aby dodać opinię musisz wybrać ocenę
Komentarz nie powinien być pisany wielkimi literami

Lokalizacja

Zdjęcia